Kim jesteśmy ? Co znaczymy w Panu ? Dlaczego jesteśmy różni ? Jakie znaczenie ma nasza indywidualność ? Co z tym wszystkim robić w kontekście wspólnoty ? Można by długo o tym pisać. Spróbowałem to ubrać w formę „Karty podstawowych praw i obowiązków chrześcijanina”. Oczywiście prawnikiem nie jestem. Zresztą, jest to tylko taka zajawka tego, co mi aktualnie leży na sercu:

Kapłaństwo:
Każdy chrześcijanin ma prawo i przywilej (rzekłbym nawet że obowiązek) utrzymania indywidualnej relacji z Jezusem. Każdy chrześcijanin winien rozpoznawać głos swojego Pana. Nie potrzeba do tego pośredników.

Wolność:
Jezus powołał nas do wolności a nie niewoli. Prawdziwa wolność jest możliwa jednak tylko w relacji z Jezusem a jej granicą jest grzech. Przekroczenie tej granicy jest zawsze formą niewoli.

Równość:
W oczach Jezusa wszyscy chrześcijanie są równi. Niezależnie od wyglądu, inteligencji, płci, wiedzy, majątku, zajmowanego stanowiska, stażu w życiu chrześcijańskim, wyznawanych poglądów, poziomu świętości czy uczynków: za każdego Bóg zapłacił tą samą, bardzo wysoką cenę. Już chociażby z tego względu nie wolno mam się wywyższać nad innych, a raczej winniśmy się uniżać. Dlatego winniśmy okazywać innym szacunek i mamy prawo do traktowania nas z szacunkiem.

Indywidualność:
Każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga – jednocześnie w sposób indywidualny – każdy z nas jest trochę inny pod względem talentów, umiejętności czy obdarowań. W tej różnorodności winniśmy budować jedno – tak jak wzajemnie zasilające się części ciała. Dlatego każdy ma prawo do zachowanie indywidualności a jednocześnie obowiązek służenia tymi cechami innym.

Reklamy

Wszyscy członkowie kościoła Jezusa Chrystusa są odkupieni tą samą krwią. Nasz Pan w ten sam sposób zapłacił za grzechy moje jak i Twoje, bez względu na to czy mu zaufałeś i przyjąłeś Jego łaskę czy też nie. Jeżeli przyjąłeś tą łaskę, stałeś się chrześcijaninem, a więc ofiara Jezusa spowodowała przebaczenie Twoich grzechów. A to oznacza, że powinieneś znaleźć się w towarzystwie innych chrześcijan – w kościele.

Dla Jezusa jesteśmy równi. Ani stan posiadania, ani kolor skóry, ani wyksztalcenie, ani inteligencja, ani przynależność do danej denominacji nie powoduje, że Jezus kocha nas bardziej czy mniej. Patrząc na kościół, opisany w Nowym Testamencie, możemy jednak zauważyć pewną jego strukturę zarządzania. Wprowadzony jest pewnie porządek. Niektórzy chrześcijanie są „na urzędzie” – powierzono im do pełnienia jakąś konkretną funkcję. Z przyjęciem dowolnej funkcji wiążą się jednak pewne wymagania co do postawy: nie wywyższanie się ponad innych wierzących z powodu zajmowanego urzędu i przyjęcie postawy sługi – wszystkie funkcje są wyznaczone do służenia innym.

Oto mały przegląd tych funkcji. Na pewno nie wyczerpując i na pewno nie najlepszy, ale pokazujący moje rozumienie tych spraw na chwilę obecną:

Głowa Kościoła
Głową Kościoła jest Jezus Chrystus. Dlatego nikt nie ma prawa przyjmować atrybutów, przynależnych tylko jemu np. nieomylności, prawa do zbawiania innych czy ogólnie bycia głową kościoła. On też jest budowniczym kościoła: powiedział wprost, że to on zbuduje kościół swój. Dlatego budowanie kościoła przez człowieka, po ludzku, jest z zasady skazane na niepowodzenie – coś powstanie, ale nie będzie to Kościół Jezusa Chrystusa.

Apostoł
Ludzi będących apostołami można określić mianem ambasadorów Jezusa Chrystusa. Będą więc odpowiedzialni za utrzymanie kontaktów między różnymi wspólnotami, ale również za zakładanie innych wspólnot, czyli za wzrost Kościoła. Liczne listy, będące autorstwem pierwszych apostołów świadczą o tym, że potrafią spojrzeć na grupę wierzących jakby z zewnątrz, rzucając inne światło na to co się dzieje w środku.

Ewangelista
W szczególny sposób odpowiedzialny za głoszenie ewangelii. Ponieważ samo głoszenie ewangelii jest obowiązkiem każdego chrześcijanina można uznać, że jego rola obejmuje koordynację tych działań w ramach większej ilości osób

Pasterz
Niektórzy utożsamiają ten urząd z rolą pastora. Niemniej ten urząd obejmuje węższy zakres obowiązków: człowiek ten jest odpowiedzialny za indywidualne prowadzenie ludzi, pobudzanie w nich wizji, pomoc w budowaniu wzajemnych relacji miłości, bycie wsparciem w realizacji ich potrzeb, w tym duchowych.

Nauczyciel
Szeroko rozumiane nauczanie – rozumienie Pisma Świętego, umiejętność odniesienia jego treści do aktualnej sytuacji i przekazania tej wiedzy wspólnocie

 

Prorok
Każdy chrześcijanin winien umieć rozpoznać głos Boga w swoim życiu. Tym samym prorok w sensie urzędu to raczej ktoś, kto potrafi rozpoznać ten głos i wypowiedzieć go w kontekście wspólnoty.

Starsi (biskupi)
Osoby wybrane z grupy chrześcijan, odpowiedzialni za jej prowadzenie.

Diakoni
Odpowiedzialni za bezpośrednie służenie ludziom w różnych kontekstach np. usługiwanie przy stole, pomoc starszym, pomoc społeczna itd.

Wydaje się, że poszczególne funkcje czasami mogą być nie ostre, że w mniejszych grupach jedna osoba może spełniać więcej ról. Nie wszystkie urzędu muszą też występować od razu, mogą powstawać z czasem, w miarę potrzeb. Niemniej wyraźnie widać, że samo prowadzenie grupy chrześcijan nie może być skoncentrowane w jednej ręce. Pojedyncza osoba nie może być odpowiedzialna za wszystko – to po prostu przekracza możliwości indywidualnej jednostki. Zaprzecza też zasadzie w której kościół składa się z wierzących, uzupełniających się nawzajem – budujących jedno ciało którego głową jest sam Jezus.

Moje obserwacje wykazują, że praktyka bardzo często jest inna – wyznacza się „jedną głowę” odpowiedzialną za wszystko. Przypisuje się jej często atrybuty nie należne człowiekowi, typu monopol na prawdę czy nieomylność i wymaga się wypełnienia takiej misji. Oczekuje się, że taki człowiek będzie apostołem, prorokiem, nauczycielem, ewangelistą, starszym, pasterzem i najlepiej jeszcze diakonem, a współcześnie również ekonomistą czy specjalistą od technik informatycznych. Uzupełnia się ją innymi osobami, ale na jej barki schodzi większość odpowiedzialności, w tym dowodzenie całością i kontrolowanie wszystkiego. Problem w tym, że to zadanie wziął na siebie Jezus, a ciężar pozostałych funkcji przypisał grupie, a nie super jednostce. To odróżnia w szczególny sposób kościół od organizacji ludzkich np. małej firmy. Przyjęcie więc tego świeckiego modelu jednoosobowego zarządzania przez człowieka jest błędem systemowym, robiącym krzywdę zarówno tej osobie jak i wspólnocie.

Odejście od  tego modelu „guru” wymagało by zaufania do siebie nawzajem. Ufaniem że nad każdym człowiekiem, indywidualnie, stoi Bóg. Że każdy człowiek może wsłuchiwać się w głos Ducha Świętego i rozróżniać dzięki temu co jest dobre i złe. Wierzyć naprawdę, że Bóg dla każdego ma swój plan – jako Stwórca wie najlepiej czego nam trzeba. Wymaga to ogromnej wiary w Słowa Boga, jak również ogromnej miłości i idącej za nią kredytem zaufania, również do drugiego człowieka.

Świat wokół nas, jaki jest, każdy widzi. Możemy spierać się co do siły zła i jego wpływu na rzeczywistość. Możemy zastanawiać się dlaczego dobry Bóg dopuszcza do tego, aby zło się pleniło. Niemniej Biblia nazywa diabła księciem tego świata. Sam Jezus natomiast twierdzi, że jego królestwem nie jest ten świat. Apostoł Paweł wzywa nas natomiast, abyśmy się do tego świata nie upodobniali. Z drugiej strony miejscem naszej misji jest właśnie ten świat, a dzięki Jezusowi Królestwo Boże bardzo się do nas przybliżyło: mamy nakaz głoszenia tego wszem i wobec!

Czytając Objawienie Świętego Jana widzimy natomiast, że do ponownego przyjścia Jezusa nie mamy co specjalnie liczyć na to, że w skali globalnej będzie lepiej. Możemy liczyć na lokalne zwycięstwa, na to że gdzieś w naszej okolicy będzie poprawa, nawet znaczna. Dlatego np. słuszne są modlitwy o odrodzenie w Duchu Świętym naszego narodu, czy też po prostu naszych sąsiadów. Naszym obowiązkiem jest wyrywanie ludzi ze świata do Królestwa. Ale generalnie nie będzie lepiej.

W Polsce mamy komfort swobody religijnej. Możemy modlić się, zakładać wspólnoty, czy chociażby głosić ewangelię. Niewątpliwie jednak nie wykorzystujemy w wystarczającym stopniu danego nam potencjału – często woląc zamknąć się w czterech ścianach naszych domów czy budynków kościelnych. Nasze swobody są jednak systematycznie ograniczane. Niektóre, przenikające do nas pod szyldem nowoczesności regulacje prawne uniemożliwiają nam coraz częściej nazywać grzech grzechem czy zmuszają nas do milczenia. Prawdopodobnie zjawiska te będą się przed końcem świata coraz bardziej nasilać.

Wyobraźmy sobie więc sytuację gdy nie możemy się w zgodzie z prawem modlić, spotykać czy głosić ewangelii. Że grozi za to np. kara śmierci czy długoletnie więzienie. Że są ludzie w jakiś sposób wspierani przez prawo, którzy pragną nas zabić za samo bycie chrześcijanami. Nie są to wizje wyssane z palca, gdyż są kraje w których tak właśnie jest.

Pytanie, które sobie zadaję, to czy kościół w formie jaki znamy mógłby przetrwać i działać w takich czasach. Obawiam się że kształt katedralnego działania wspólnot nie ma w takiej sytuacji racji bytu. Wspólnota spotykająca się na nabożeństwie w niedzielę w tzw. budynku kościoła nie będzie mogła działać, bo poprostu będzie nielegalna. Znane nam formy przywództwa też nie będą w stanie funkcjonować. Utrudniona będzie nawet komunikacja, nie mówiąc o organizacji publicznych ewangelizacji.

Będzie potrzebny całkowicie nowy model działania. A może wcale nie taki nowy? Przecież na początku, po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa chrześcijaństwo było nielegalne! Chrześcijanie byli bardzo prześladowani. A jednak Królestwo Boże rozwijało się z ogromną siłą. Przyjęty był jednak zupełnie inny model działania. Dopiero po dziesiątkach lat, próbując łączyć tradycję z objawieniem o Jezusie, chrześcijanie zamknęli się ponownie w katedrach – było to zapewne bardzo wygodne. W czasach ostatecznych wygoda ta nie będzie jednak możliwa. I zapewne trzeba będzie w wielu elementach działania wrócić do korzeni. Jak? Spróbuję się tym zastanowić w kolejnych postach.

Za wikipediąStatus quo (czyt. status kwo) – w psychologii i innych naukach społecznych: stały stan rzeczy. Większość ludzi ma tendencję do zachowywania status quo. Lęk przed zmianą i nieznanym oraz przywiązanie do dotychczasowej sytuacji i trybu życia prowadzi czasem do zaskakujących decyzji życiowych, np. żona, która trwa przy mężu alkoholiku i tyranie, bezrobotny, który żyje na granicy wegetacji, ale nie chce podjąć żadnej pracy. Tendencja do zachowywania status quo może mieć też charakter odrzucania wszelkich nieznanych rozwiązań, pomysłów i innych innowacji.

Znam to zjawisko dobrze, szczególnie z czasów mojego ateizmu: przechodząc kiedyś koło stanowiska z kamieniami czytałem tabliczki opisujące ich „moc”. Wybrałem ten, który „gwarantował” nie stracenie tego, co się posiada. Doszedłem do wniosku że dorobię się sam, ale stracić tego bym nie chciał – więc mimo braku regularnej wiary w siły nadprzyrodzone w tym jednym chciałem wziąć od nich pomoc. Dziś, gdy oddałem życie Jezusowi, wiem że kupienie tego talizmanu było złe. Krótko po nawróceniu skutecznie się tego syfu pozbyłem. Ale pamięć o wyborze którego dokonałem wówczas pozostała: chciałem uczciwie przeżyć życie, nawet nie chciałem być specjalnie bogaty: bałem się natomiast straty tego co mam czy mieć będę. Chciałem zachowania Status quo – byłem gotowy zapłacić za to każdą cenę.

Dzisiaj, patrząc na świat z zupełnie innej perspektywy, wiem że podobnie myśli większość ludzi. Widać to chociażby po definicji, którą przytoczyłem na początku tego wpisu. Biblia zdaje się jednak stawiać przed chrześcijanami zupełnie inną perspektywę: Mamy polegać tylko na Jezusie. Okazywać bojaźń Bogu, ale nie kierować się strachem. Mieć świadomość, że Bóg troszczy się o nas. Nie oznacza to, że mamy przestać pracować, wręcz przeciwnie. Ale nasze zaufanie, nasza nadzieja, nasza wiara, nasza pewność ma być ZUPEŁNIE gdzieś indziej. To co jest tu na ziemi z zasady jest nie trwałe. Podlega wszechobecnemu prawu entropii. Nasz Pan, Jezus Chrystus jest natomiast ten sam dziś i na wieczność. To zaufanie Bogu z definicji pociąga za sobą ryzyko utraty Status quo na rzecz Jezusa.

Przykładów, gdy ludzie są gotowi za bezpieczeństwo zapłacić wysoką cenę jest wiele: wystarczy spojrzeć chociażby na 11 IX w USA i następujące po tej tragedii przyzwolenie na znacznie większą niż przedtem inwigilację. Niby człowiek uczciwy nie ma nic do ukrycia, ale co będzie jeżeli okaże się kiedyś, że głoszenie ewangelii czy modlitwa jest przestępstwem ? Mamy takie przykłady chociażby w Chinach.

Wydaje się to szczególnie istotne ze względu na czasy w których żyjemy. Nie ma wątpliwości że z każdym dniem zbliżamy się do końca tego świata. Zapowiedzi Biblijne wskazują jednoznacznie, że będzie dużo gorzej, niż jest w tej chwili. Że bezprawie będzie przybierało na sile (co nie oznacza że w danym miejscu czy czasie może dzięki, chociażby naszej modlitwie, słabnąć). Jest również obawa Jezusa o to, że powracając ponownie na ziemię może nie spotkać wiary.

Nadejdzie więc moment w którym każdy będzie musiał wybrać: idę za Jezusem za cenę utraty status quo, czy taż dla jego zachowania pójdę za złym. Objawienie Jana określa ten moment mianem przyjęcia znamienia bestii na czoło lub na ramię. Nie wiadomo czym będzie fizycznie te znamię (może słynny w środowiskach ewangelickich chip, może tatuaż elektroniczny, może coś czego jeszcze nie wymyślono). Wiadomo natomiast że bez tego znaku nie będzie można kupować ani sprzedawać – w praktyce będzie to oznaczało usunięcie poza margines społeczeństwa, zaparcia się dotychczasowego stylu życia. Być może będzie to też proponowana cena za odzyskanie tego, co się straciło, np. w wyniku kataklizmu naturalnego czy ekonomicznego.

Jeżeli będziesz musiał, jakiego wyboru TY dokonasz ?

Entropia: (Ks. Psalmów 68:27-28, Biblia Warszawska) Tyś z dawna założył ziemię, A niebiosa są dziełem rąk twoich. One zginą, Ty zaś zostaniesz, I wszystkie jak szata się zużyją; Jak szata, która się zmienia, one się zmienią.

Obiecanie Status quo: (1 List do Tesaloniczan 5:3, Biblia Warszawska) Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną.

Znamię bestii: (Apokalipsa (Objawienie) 13:16-17, Biblia Warszawska) On też sprawia, że wszyscy, mali i wielcy, bogaci i ubodzy, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na swojej prawej ręce albo na swoim czole, i że nikt nie może kupować ani sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia zwierzęcia lub liczby jego imienia.


Od kiedy pamiętam zawsze lubiłem science fiction, w szczególności jego podgatunek „space”. Z jednej strony fascynuje mnie rozwój techniki i przesuwanie dzięki niej granicy niemożliwego. Wydaje się że realizacją tego zamysłu jest właśnie perspektywa podróży kosmicznych. Z drugiej strony mam też po części duszę romantyka, a przeniesienie idei dawnych odkrywców współcześnie wydaje się możliwe tylko w kosmosie (chociaż zamieszkanie głębin oceanicznych też jest pociągające).

W późniejszym okresie zauważyłem, że twórcy science fiction chcą za pomocą swoich historii nie tylko pochwalić się swoją znajomością futurystki, ale również sprzedać nam swoje idee czy też pokazać problematykę społeczno-polityczną danego okresu. Dlatego właśnie stałem się fanem „Star Trek” – szczególnie tych starszych, z lat 60-tych, 80-tych i 90-tych. Jest to dla mnie odbicie problematyki społeczeństwa amerykańskiego tych okresów – czasu w którym my zmagaliśmy się z zupełnie innym ustrojem. Pewnie dlatego jestem właścicielem pełnej kolekcji seriali i filmów z tej serii z tej serii z XX wieku (kilkaset płyt DVD – wszystko oczywiście legalne!).

Czasami sięgam też to klasyki z zupełnie innego bloku z czasów zimnej wojny. Rosyjscy pisarze, klasycy gatunku, Aleksander Abramow (tata) i Siergiej Abramow (syn) napisali w 1973 roku książkę p.t. „Wszystko dozwolone”. Podziwiam taką współpracę taty z synem. Jest to naprawdę kawał dobrej roboty: wizje światów równoległych tam przedstawionych jest naprawdę wyjątkowa i ciekawa również współcześnie. Miałem jednak duże „zwiechy” w czytaniu po fragmentach takich jak ten:

„Zamyśliłem się. Jak w kilku zmianach opowiedzieć o zmianie form społecznych, które otworzyły człowiekowi drogę do komunizmu ? (…) A może po prostu ograniczyć się do semantycznego wyjaśnienia słowa „komunizm” ? Od każdego według zdolności, każdemu według potrzeb.”

Oczywiście w dzisiejszych czasach też próbuje się w rozmaity sposób wpłynąć na nasze wybory, czy wpłynąć na zmianę naszego światopoglądu. Czasami określa się to marketingiem, czasami polityką społeczną, czasami w inny zakamuflowany sposób. Próbuje się wpływać na rozumienie słów typu „tolerancja”. Stara się narzucić sposób bycia w którym nie można jasno nazwać czegoś grzechem. Niektóre idee wydają się szczytne i wspaniałe. Ale czy takie są w rzeczywistości ? Pewnie oceni to historia, tak jak bezwzględnie rozprawiłem się w głowie z powyższym cytatem…

Ale jak odróżnić nowe idee, które są dobre, od takich, które są wrogie człowiekowi, jego wolności, czy po prostu pragnieniu bycia dobrym ? Dla mnie tym weryfikatorem jest Pismo Święte. Traktuję ją jak instrukcję obsługi do człowieka. Dzięki niemu mogę przynajmniej starać się określić co jest dobre a co złe: mam wzór do którego mogę dążyć. Dotyczy to zarówno spraw rodziny, wspólnoty, społeczeństwa czy państwa. Nie oznacza to wyłączenia własnego umysłu: wręcz przeciwnie ! To spory wysiłek intelektualny aby odrzucić pewne kuszące idee.

Na podsumowanie jedna z moich ulubionych mądrości (niestety zasłyszane – nie znam autora): „Ignorantem jest ten, który przyjmuje coś za pewnik tylko dlatego, że tak o tym myśli większość.”

Wczoraj miałem przyjemność, albo może raczej nieprzyjemność, obejrzeć sobie po raz pierwszy od dłuższego czasu „Dziennik Telewizyjny”. No przepraszam, oczywiście wiem że to już nie lata 80-te i ten program zmienił ze dwadzieścia lat temu nazwę na „Wiadomości”, ale z natury rzeczy aż tak dużo, jak by się wydawało nie utracił: dalej jest utrzymywany z naszych podatków (dokładnie para-podatków zwanych dla niepoznaki abonamentem) i dalej za te pieniądze nie tyle służy społeczeństwu, co klasie politycznej… ale ja nie o tym miałem 🙂

W programie tym wypowiadał się poseł Biedroń na temat posła Gosiewskiego w kontekście jego nominacji na stanowisko ministra sprawiedliwości. Niestety, nie udało mi się znaleźć tej wypowiedzi w internecie – prasa skoncentrowała się na innych cytatach z tego Pana, więc muszę się posłużyć swoją niedoskonałą pamięcią. Brzmiało to mniej więcej tak: człowiek który rozczula się nad zygotami i modli nad zarodkami nie odpowiada nowoczesnemu wizerunkowi Polski.

Nie chcę się rozpisywać na temat moralnej oceny tego tekstu, ani ataku ad persona, ani objawiającego się i tu tzw. „tolerancyjnego” podejścia do innych poglądów.  Dla konserwatysty, jakim jestem, taki sposób rozumowania jest po prostu niedopuszczalny. Zastanowiło mnie natomiast użycie słowa „nowoczesność”. Okazuje się bowiem, że w ustach polityków to samo słowo bardzo się rozmywa, przybierając rozmaite znaczenia, zresztą nie dotyczy to tylko tego określenia, ale wielu innych.

Słysząc hasło „Nowoczesna Polska” w mojej głowie budzą się skojarzenia ze sprawną organizacją, nowoczesną infrastrukturą komunikacyjną, nowoczesnym rozdziałem środków budżetowych, dobrze oprogramowanymi i współpracującymi ze sobą systemami komputerowymi, zmniejszeniem dzięki temu zatrudnienia w administracji itd. Budzi to też skojarzenia z brakiem marnotrawstwa środków publicznych. Skory jestem również pomyśleć o czystym środowisku. Widzę też oczami wyobraźni wzajemną tolerancję i bezpieczeństwo: środowisko w którym będę mógł nazwać grzech grzechem i będę czuł się z tym bezpiecznie nawet, gdy przeciwna strona będzie uważała coś zupełnie przeciwnego: ale dla mnie i dla niego będzie miejsce w tym kraju, ja i on będziemy mogli z dumą nazwać się Polakami.

Dla pana Biedronia „Nowoczesna Polska” jest jednak czymś zupełnie innym: miejscem w którym można bezkarnie zabijać innych (aborcja), siać zgorszenie (obnoszenie się ze swoją seksualnością), nie wolno mówić o swoich poglądach religijnych przebywając w strefie publicznej, gdzie nie szanuje się człowieka o wyrazistych przekonaniach, a za jedynie dopuszczalne poglądy przyjmuje się własne, mieszając z błotem wszystkich myślących inaczej. Ja nie chcę takiej Polski !

Uważajcie więc na słowa polityków. Nie przyjmujcie wszystkiego za dobrą monetę. Jeżeli chcemy wiedzieć co mają na myśli, trzeba spojrzeć troszkę głębiej, bo za normalnymi słowami mogą być zapisane zupełnie nienormalne treści.

p.s.
Za ilustrację posłużyła mi okładka płyty „In the Middle of Nowhere – 1986” zespoły Modern Talking 🙂

Jesień

Posted: 17 listopada 2011 in Fotografia
Tagi: , , ,

Od dłuższego czasu, przechodząc obok tych butów, miałem ochotę na taką fotkę. Więc spełniłem dzisiaj swoją zachciankę. Dla krytykantów: fotografem nie jestem i robię to dla przyjemności 🙂