Archive for the ‘Polityka i społeczeństwo’ Category

echelonOstatnia afera z ujawnieniem tajnych informacji o systemie ECHELON wstrząsnęła światem. Oto potwierdziły się plotki, że agenci USA mają możliwość dowolnego podsłuchiwania naszych rozmów telefonicznych, czytania maili, przeglądania załączników czy oglądania naszych faksów.

Wprawdzie systemy, ze względu na ogrom zbieranych danych, są nie do końca wydolne. Ale jak już chce się śledzić poczynania konkretnej osoby – nie ma z tym problemu. Pod lupę służb można natomiast wpaść dość łatwo i wcale nie trzeba być do tego poszukiwanym terrorystą. Wystarczy w korespondencji użyć tzw. słów-kluczy, które „wyłapie” automatycznie system np. „zamach” czy „atak terrorystyczny”.

Oczywiście wszystkie te działania są tłumaczone względami bezpieczeństwa. Prezydent USA deklaruje, że nie stosuje się danych w innych celach. Ale, skoro technicznie istnieje taka możliwość, to kto zagwarantuje że nie wykorzysta się ich  np. do wyszukiwania haków na przeciwników politycznych, lub po prostu do prywatnego szpiegowania konkurencyjnych koncernów czy kradzieży technologii.

Problem w tym, że zarówno duże koncerny jak i zawodowi terroryści mają środki na odpowiednie zaszyfrowanie i zabezpieczenie kluczowych danych. Politycy też od dawna wiedzą jak zabezpieczyć się, prowadząc nielegalne działania i kiedy bezpieczny telefon jest naprawdę bezpieczny. Wpaść więc mogą głównie amatorzy czy… tzw. „przeciętni zjadacze chleba”.

Jako taki właśnie „przeciętny zjadacz chleba”, czyniący niemniej od czasu do czasu prowokacyjne teksty czy książki, zacząłem się zastanawiać cóż takiego w moim osobistym życiu mogło by zainteresować władze, czy to nasze, czy te o zasięgu globalnym. Ostatnio przeraziło mnie np. że władze bardzo się interesują moimi śmieciami: jeżeli pomylę papier zwykły od polakierowanego, to grozi mi za to postępowanie administracyjne. Nie wolno mi wyciąć własnego drzewa bez specjalnego zezwolenia. Moje dzieci też nie są do końca moje – bo tak w zasadzie nie wolno mi ich wychować czy uczyć tak jakbym chciał. Nie było by też fajnie, jakby system inwigilacji wyłapywał każde, nawet najdrobniejsze przekroczenie prędkości i wystawiał automatycznie mandat. Cóż, znaki czasu.

Nie mówię że mi się to podoba – wręcz przeciwnie. Nie mam zamiaru też przymykać oka na przekraczanie przez władzę nie zakreślonych im przez Boga granic – choćby dlatego o tym piszę. Ale generalnie staram się żyć w zgodzie z obowiązującymi normami społecznymi czy prawnymi. Przestanę się starać dopiero, gdy chrześcijaństwo stanie się nielegalne i ktoś zażąda ode mnie zaparcia się Jezusa – obym Pan dał mi siłę w tym momencie abym wybrał właściwie. Korzystam też z wolnościami które mi w społeczeństwie przysługują – chociażby pisząc ten tekst. A póki co, mimo popełnianych błędów, nie boję się aż tak bardzo władzy:

Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę; jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu. Ale jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi, wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co czyni źle. Przeto trzeba jej się poddawać, nie tylko z obawy przed gniewem, lecz także ze względu na sumienie.

List do Rzymian 13:3-5

No właściwie o to czyste sumienie tak w zasadzie chodzi. Nie zmienia to jednak faktu, że robiąc w sklepie zakupy nie lubię, gdy ochroniarz z uporem maniaka mnie śledzi, traktując jak potencjalnego złodzieja. Nie będzie też za dobrze, jeżeli ochroniarz ten jest w służbie u gangstera, który postanowi mnie okraść jego rękami. Ale to już sprawa małej i dużej polityki, a nie o tym do końca jest ten tekst – miał on być przede wszystkim o inwigilacji.

Bo okazuje się, że inwigilacja ta jest powszechna. A my, jako chrześcijanie, jesteśmy o tym poinformowani. I to poinformowani od ładnych kilku tysięcy lat !

Trzeba zacząć od tego, że wszystko co czynimy, podlega wpisowi do księgi i rejestracji. Zapisywane są na nasze konto. I na ich podstawie zostaniemy rozliczeni. Nie ma niemniej znaczenia, czy radar przyłapie nas na wykroczeniu drogowym czy nie. Rozliczenia bowiem nie unikniemy:

Albowiem my wszyscy musimy stanąć przed sądem Chrystusowym, aby każdy odebrał zapłatę za uczynki swoje, dokonane w ciele, dobre czy złe. Wiedząc tedy, co to jest bojaźń Pańska, staramy się przekonywać ludzi; a przed Bogiem wszystko w nas jest jawne, spodziewam się też, że i w sumieniach waszych jest to jawne.

2 list do Koryntian 5:10-11

Jak daleko jest posunięta ta inwigilacja ? Ano dość daleko. Dużo dalej niż rozmowy telefoniczne czy maile. Sięga aż do głębi naszego umysłu. Prześwietla nie tylko czyny czy myśli, ale nawet intencje. Tak głęboko, że nawet my sobie z tej strony naszego JA nie do końca zdajemy sprawę. A wszystko to zostanie użyte do sprawiedliwego sądu:

Przeto nie sądźcie przed czasem, dopóki nie przyjdzie Pan, który ujawni to, co ukryte w ciemności, i objawi zamysły serc; a wtedy każdy otrzyma pochwałę od Boga.

1 list do Koryntian 4:5

 

A Jezus, znając ich myśli, rzekł im: (…)

Ewangelia Mateusza 12:25

Buntujesz się przeciw zbieraniu przez ubezpieczalnię informacji o Twoim stanie zdrowia, bo może to być wykorzystane do zaostrzenia stawki ubezpieczeniowej ? Chcesz aby te dane pozostały Twoje i tylko Twoje. No cóż, gwarantuję Ci że to Ci się nie uda:

Nawet wszystkie włosy na głowie waszej są policzone.

Ewangelia Łukasza 12:7

Co nam więc pozostaje ? Cieszyć się i radować ! Z kilku powodów: po pierwsze z tego, że Bóg przechowuje te dane dla naszego dobra. A uświadamia nas o tym po to, abyśmy wiedzieli że nic nie ukryjemy. Jest to gra o jasnych zasadach. Ze wszystkich miar uczciwa i otwarta. Tylko dzięki takiej świadomości możemy już nie przyjmować przed Nim jakichkolwiek póz, bo oszukujemy wówczas tylko samych siebie. Tylko wówczas możemy zostać przemienieni:

My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem.

2 List do Koryntian 3:18

Druga sprawa to, że mimo ogromnej długości naszego rejestru, pozycje zapisane w nim na czerwono – czyli te za które winniśmy zapłacić – mogą być przez organ karny wymazane i nie policzone:

(…) wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża;

List do Kolosan 2:14

Trzecia sprawa, że ten rejestr, jak i cała inwigilacja, jest naprawdę i szczerze dla naszego dobra ! Dla wierzącego człowieka rzeczy często dzieją się, zanim o nie się pomodli. Ratunek przychodzi często, gdy nawet nie zdajemy sobie sprawy z zagrożenia.

DZIĘKI CI PANIE JEZU !!!

p.s.
Jeżeli nie wiesz za bardzo o czym jest mowa w tych fragmentach z Pisma Świętego i brzmi to dla Ciebie dziwnie i nie zrozumiale, przeczytaj je w kontekście. A zacząć możesz od tego:

http://rnz.org.pl/index/?id=fa7cdfad1a5aaf8370ebeda47a1ff1c3

Reklamy

NEOSEMANTYZACJA

Posted: 12 czerwca 2013 in Ogólne, Polityka i społeczeństwo

Z cyklu trudne słowa:
NEOSEMANTYZACJA – nadaniu wyrazowi dobrze zakorzenionemu na rodzimym gruncie nowego znaczenia, przeważnie pod wpływem języka obcego.

Typowym przykładem, osobiście doprowadzającym mnie do czegoś na granicy zdenerwowania i kpiny, jest użycie słowa EPICKI. W języku polskim epika to jeden z rodzajów literackich, mówiąc najprościej taki który posiada fabułę. Przymiotnik „epicki” oznacza więc coś z fabułą. W języku angielskim natomiast znaczenie tego wyrazu jest szersze, obejmuje bowiem swoim zakresem coś wyniosłego, co po polsku można by określić jako imponujące, epokowe, heroiczne itp.

A że jest teraz na to marketingowa moda, to ostatnio mamy reklamę o „EPICKICH CHIPSACH”…

http://pl.wikipedia.org/wiki/Epika
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10510
http://pl.wikipedia.org/wiki/Neosemantyzm

logikaLogika stawia przed wypowiadającym się wymóg dostosować wypowiedź to możliwości odbiorcy. Jeżeli zastosuje się słowa czy konstrukcje logiczne których odbiorca nie będzie w stanie zrozumieć – naraża się na zarzut niejasności wypowiedzi. Tym samym taka wypowiedź, choćby formalnie poprawna, logiczna nie jest gdyż nie umożliwia skutecznej komunikacji z odbiorcą.

Czasami widuje się komentarze, które np. dzięki swojemu zastosowanemu słownictwu mają za zadanie okazać wyższość intelektualną danego człowieka nad innymi rozmówcami. Takie postępowanie nie tylko sprzeciwia się logice, ale również świadczy o galopującej pysze wypowiadającego się.

Za wikipediąStatus quo (czyt. status kwo) – w psychologii i innych naukach społecznych: stały stan rzeczy. Większość ludzi ma tendencję do zachowywania status quo. Lęk przed zmianą i nieznanym oraz przywiązanie do dotychczasowej sytuacji i trybu życia prowadzi czasem do zaskakujących decyzji życiowych, np. żona, która trwa przy mężu alkoholiku i tyranie, bezrobotny, który żyje na granicy wegetacji, ale nie chce podjąć żadnej pracy. Tendencja do zachowywania status quo może mieć też charakter odrzucania wszelkich nieznanych rozwiązań, pomysłów i innych innowacji.

Znam to zjawisko dobrze, szczególnie z czasów mojego ateizmu: przechodząc kiedyś koło stanowiska z kamieniami czytałem tabliczki opisujące ich „moc”. Wybrałem ten, który „gwarantował” nie stracenie tego, co się posiada. Doszedłem do wniosku że dorobię się sam, ale stracić tego bym nie chciał – więc mimo braku regularnej wiary w siły nadprzyrodzone w tym jednym chciałem wziąć od nich pomoc. Dziś, gdy oddałem życie Jezusowi, wiem że kupienie tego talizmanu było złe. Krótko po nawróceniu skutecznie się tego syfu pozbyłem. Ale pamięć o wyborze którego dokonałem wówczas pozostała: chciałem uczciwie przeżyć życie, nawet nie chciałem być specjalnie bogaty: bałem się natomiast straty tego co mam czy mieć będę. Chciałem zachowania Status quo – byłem gotowy zapłacić za to każdą cenę.

Dzisiaj, patrząc na świat z zupełnie innej perspektywy, wiem że podobnie myśli większość ludzi. Widać to chociażby po definicji, którą przytoczyłem na początku tego wpisu. Biblia zdaje się jednak stawiać przed chrześcijanami zupełnie inną perspektywę: Mamy polegać tylko na Jezusie. Okazywać bojaźń Bogu, ale nie kierować się strachem. Mieć świadomość, że Bóg troszczy się o nas. Nie oznacza to, że mamy przestać pracować, wręcz przeciwnie. Ale nasze zaufanie, nasza nadzieja, nasza wiara, nasza pewność ma być ZUPEŁNIE gdzieś indziej. To co jest tu na ziemi z zasady jest nie trwałe. Podlega wszechobecnemu prawu entropii. Nasz Pan, Jezus Chrystus jest natomiast ten sam dziś i na wieczność. To zaufanie Bogu z definicji pociąga za sobą ryzyko utraty Status quo na rzecz Jezusa.

Przykładów, gdy ludzie są gotowi za bezpieczeństwo zapłacić wysoką cenę jest wiele: wystarczy spojrzeć chociażby na 11 IX w USA i następujące po tej tragedii przyzwolenie na znacznie większą niż przedtem inwigilację. Niby człowiek uczciwy nie ma nic do ukrycia, ale co będzie jeżeli okaże się kiedyś, że głoszenie ewangelii czy modlitwa jest przestępstwem ? Mamy takie przykłady chociażby w Chinach.

Wydaje się to szczególnie istotne ze względu na czasy w których żyjemy. Nie ma wątpliwości że z każdym dniem zbliżamy się do końca tego świata. Zapowiedzi Biblijne wskazują jednoznacznie, że będzie dużo gorzej, niż jest w tej chwili. Że bezprawie będzie przybierało na sile (co nie oznacza że w danym miejscu czy czasie może dzięki, chociażby naszej modlitwie, słabnąć). Jest również obawa Jezusa o to, że powracając ponownie na ziemię może nie spotkać wiary.

Nadejdzie więc moment w którym każdy będzie musiał wybrać: idę za Jezusem za cenę utraty status quo, czy taż dla jego zachowania pójdę za złym. Objawienie Jana określa ten moment mianem przyjęcia znamienia bestii na czoło lub na ramię. Nie wiadomo czym będzie fizycznie te znamię (może słynny w środowiskach ewangelickich chip, może tatuaż elektroniczny, może coś czego jeszcze nie wymyślono). Wiadomo natomiast że bez tego znaku nie będzie można kupować ani sprzedawać – w praktyce będzie to oznaczało usunięcie poza margines społeczeństwa, zaparcia się dotychczasowego stylu życia. Być może będzie to też proponowana cena za odzyskanie tego, co się straciło, np. w wyniku kataklizmu naturalnego czy ekonomicznego.

Jeżeli będziesz musiał, jakiego wyboru TY dokonasz ?

Entropia: (Ks. Psalmów 68:27-28, Biblia Warszawska) Tyś z dawna założył ziemię, A niebiosa są dziełem rąk twoich. One zginą, Ty zaś zostaniesz, I wszystkie jak szata się zużyją; Jak szata, która się zmienia, one się zmienią.

Obiecanie Status quo: (1 List do Tesaloniczan 5:3, Biblia Warszawska) Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną.

Znamię bestii: (Apokalipsa (Objawienie) 13:16-17, Biblia Warszawska) On też sprawia, że wszyscy, mali i wielcy, bogaci i ubodzy, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na swojej prawej ręce albo na swoim czole, i że nikt nie może kupować ani sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia zwierzęcia lub liczby jego imienia.


Od kiedy pamiętam zawsze lubiłem science fiction, w szczególności jego podgatunek „space”. Z jednej strony fascynuje mnie rozwój techniki i przesuwanie dzięki niej granicy niemożliwego. Wydaje się że realizacją tego zamysłu jest właśnie perspektywa podróży kosmicznych. Z drugiej strony mam też po części duszę romantyka, a przeniesienie idei dawnych odkrywców współcześnie wydaje się możliwe tylko w kosmosie (chociaż zamieszkanie głębin oceanicznych też jest pociągające).

W późniejszym okresie zauważyłem, że twórcy science fiction chcą za pomocą swoich historii nie tylko pochwalić się swoją znajomością futurystki, ale również sprzedać nam swoje idee czy też pokazać problematykę społeczno-polityczną danego okresu. Dlatego właśnie stałem się fanem „Star Trek” – szczególnie tych starszych, z lat 60-tych, 80-tych i 90-tych. Jest to dla mnie odbicie problematyki społeczeństwa amerykańskiego tych okresów – czasu w którym my zmagaliśmy się z zupełnie innym ustrojem. Pewnie dlatego jestem właścicielem pełnej kolekcji seriali i filmów z tej serii z tej serii z XX wieku (kilkaset płyt DVD – wszystko oczywiście legalne!).

Czasami sięgam też to klasyki z zupełnie innego bloku z czasów zimnej wojny. Rosyjscy pisarze, klasycy gatunku, Aleksander Abramow (tata) i Siergiej Abramow (syn) napisali w 1973 roku książkę p.t. „Wszystko dozwolone”. Podziwiam taką współpracę taty z synem. Jest to naprawdę kawał dobrej roboty: wizje światów równoległych tam przedstawionych jest naprawdę wyjątkowa i ciekawa również współcześnie. Miałem jednak duże „zwiechy” w czytaniu po fragmentach takich jak ten:

„Zamyśliłem się. Jak w kilku zmianach opowiedzieć o zmianie form społecznych, które otworzyły człowiekowi drogę do komunizmu ? (…) A może po prostu ograniczyć się do semantycznego wyjaśnienia słowa „komunizm” ? Od każdego według zdolności, każdemu według potrzeb.”

Oczywiście w dzisiejszych czasach też próbuje się w rozmaity sposób wpłynąć na nasze wybory, czy wpłynąć na zmianę naszego światopoglądu. Czasami określa się to marketingiem, czasami polityką społeczną, czasami w inny zakamuflowany sposób. Próbuje się wpływać na rozumienie słów typu „tolerancja”. Stara się narzucić sposób bycia w którym nie można jasno nazwać czegoś grzechem. Niektóre idee wydają się szczytne i wspaniałe. Ale czy takie są w rzeczywistości ? Pewnie oceni to historia, tak jak bezwzględnie rozprawiłem się w głowie z powyższym cytatem…

Ale jak odróżnić nowe idee, które są dobre, od takich, które są wrogie człowiekowi, jego wolności, czy po prostu pragnieniu bycia dobrym ? Dla mnie tym weryfikatorem jest Pismo Święte. Traktuję ją jak instrukcję obsługi do człowieka. Dzięki niemu mogę przynajmniej starać się określić co jest dobre a co złe: mam wzór do którego mogę dążyć. Dotyczy to zarówno spraw rodziny, wspólnoty, społeczeństwa czy państwa. Nie oznacza to wyłączenia własnego umysłu: wręcz przeciwnie ! To spory wysiłek intelektualny aby odrzucić pewne kuszące idee.

Na podsumowanie jedna z moich ulubionych mądrości (niestety zasłyszane – nie znam autora): „Ignorantem jest ten, który przyjmuje coś za pewnik tylko dlatego, że tak o tym myśli większość.”

Wczoraj miałem przyjemność, albo może raczej nieprzyjemność, obejrzeć sobie po raz pierwszy od dłuższego czasu „Dziennik Telewizyjny”. No przepraszam, oczywiście wiem że to już nie lata 80-te i ten program zmienił ze dwadzieścia lat temu nazwę na „Wiadomości”, ale z natury rzeczy aż tak dużo, jak by się wydawało nie utracił: dalej jest utrzymywany z naszych podatków (dokładnie para-podatków zwanych dla niepoznaki abonamentem) i dalej za te pieniądze nie tyle służy społeczeństwu, co klasie politycznej… ale ja nie o tym miałem 🙂

W programie tym wypowiadał się poseł Biedroń na temat posła Gosiewskiego w kontekście jego nominacji na stanowisko ministra sprawiedliwości. Niestety, nie udało mi się znaleźć tej wypowiedzi w internecie – prasa skoncentrowała się na innych cytatach z tego Pana, więc muszę się posłużyć swoją niedoskonałą pamięcią. Brzmiało to mniej więcej tak: człowiek który rozczula się nad zygotami i modli nad zarodkami nie odpowiada nowoczesnemu wizerunkowi Polski.

Nie chcę się rozpisywać na temat moralnej oceny tego tekstu, ani ataku ad persona, ani objawiającego się i tu tzw. „tolerancyjnego” podejścia do innych poglądów.  Dla konserwatysty, jakim jestem, taki sposób rozumowania jest po prostu niedopuszczalny. Zastanowiło mnie natomiast użycie słowa „nowoczesność”. Okazuje się bowiem, że w ustach polityków to samo słowo bardzo się rozmywa, przybierając rozmaite znaczenia, zresztą nie dotyczy to tylko tego określenia, ale wielu innych.

Słysząc hasło „Nowoczesna Polska” w mojej głowie budzą się skojarzenia ze sprawną organizacją, nowoczesną infrastrukturą komunikacyjną, nowoczesnym rozdziałem środków budżetowych, dobrze oprogramowanymi i współpracującymi ze sobą systemami komputerowymi, zmniejszeniem dzięki temu zatrudnienia w administracji itd. Budzi to też skojarzenia z brakiem marnotrawstwa środków publicznych. Skory jestem również pomyśleć o czystym środowisku. Widzę też oczami wyobraźni wzajemną tolerancję i bezpieczeństwo: środowisko w którym będę mógł nazwać grzech grzechem i będę czuł się z tym bezpiecznie nawet, gdy przeciwna strona będzie uważała coś zupełnie przeciwnego: ale dla mnie i dla niego będzie miejsce w tym kraju, ja i on będziemy mogli z dumą nazwać się Polakami.

Dla pana Biedronia „Nowoczesna Polska” jest jednak czymś zupełnie innym: miejscem w którym można bezkarnie zabijać innych (aborcja), siać zgorszenie (obnoszenie się ze swoją seksualnością), nie wolno mówić o swoich poglądach religijnych przebywając w strefie publicznej, gdzie nie szanuje się człowieka o wyrazistych przekonaniach, a za jedynie dopuszczalne poglądy przyjmuje się własne, mieszając z błotem wszystkich myślących inaczej. Ja nie chcę takiej Polski !

Uważajcie więc na słowa polityków. Nie przyjmujcie wszystkiego za dobrą monetę. Jeżeli chcemy wiedzieć co mają na myśli, trzeba spojrzeć troszkę głębiej, bo za normalnymi słowami mogą być zapisane zupełnie nienormalne treści.

p.s.
Za ilustrację posłużyła mi okładka płyty „In the Middle of Nowhere – 1986” zespoły Modern Talking 🙂