Archive for the ‘Około chrześcijaństwa’ Category

echelonOstatnia afera z ujawnieniem tajnych informacji o systemie ECHELON wstrząsnęła światem. Oto potwierdziły się plotki, że agenci USA mają możliwość dowolnego podsłuchiwania naszych rozmów telefonicznych, czytania maili, przeglądania załączników czy oglądania naszych faksów.

Wprawdzie systemy, ze względu na ogrom zbieranych danych, są nie do końca wydolne. Ale jak już chce się śledzić poczynania konkretnej osoby – nie ma z tym problemu. Pod lupę służb można natomiast wpaść dość łatwo i wcale nie trzeba być do tego poszukiwanym terrorystą. Wystarczy w korespondencji użyć tzw. słów-kluczy, które „wyłapie” automatycznie system np. „zamach” czy „atak terrorystyczny”.

Oczywiście wszystkie te działania są tłumaczone względami bezpieczeństwa. Prezydent USA deklaruje, że nie stosuje się danych w innych celach. Ale, skoro technicznie istnieje taka możliwość, to kto zagwarantuje że nie wykorzysta się ich  np. do wyszukiwania haków na przeciwników politycznych, lub po prostu do prywatnego szpiegowania konkurencyjnych koncernów czy kradzieży technologii.

Problem w tym, że zarówno duże koncerny jak i zawodowi terroryści mają środki na odpowiednie zaszyfrowanie i zabezpieczenie kluczowych danych. Politycy też od dawna wiedzą jak zabezpieczyć się, prowadząc nielegalne działania i kiedy bezpieczny telefon jest naprawdę bezpieczny. Wpaść więc mogą głównie amatorzy czy… tzw. „przeciętni zjadacze chleba”.

Jako taki właśnie „przeciętny zjadacz chleba”, czyniący niemniej od czasu do czasu prowokacyjne teksty czy książki, zacząłem się zastanawiać cóż takiego w moim osobistym życiu mogło by zainteresować władze, czy to nasze, czy te o zasięgu globalnym. Ostatnio przeraziło mnie np. że władze bardzo się interesują moimi śmieciami: jeżeli pomylę papier zwykły od polakierowanego, to grozi mi za to postępowanie administracyjne. Nie wolno mi wyciąć własnego drzewa bez specjalnego zezwolenia. Moje dzieci też nie są do końca moje – bo tak w zasadzie nie wolno mi ich wychować czy uczyć tak jakbym chciał. Nie było by też fajnie, jakby system inwigilacji wyłapywał każde, nawet najdrobniejsze przekroczenie prędkości i wystawiał automatycznie mandat. Cóż, znaki czasu.

Nie mówię że mi się to podoba – wręcz przeciwnie. Nie mam zamiaru też przymykać oka na przekraczanie przez władzę nie zakreślonych im przez Boga granic – choćby dlatego o tym piszę. Ale generalnie staram się żyć w zgodzie z obowiązującymi normami społecznymi czy prawnymi. Przestanę się starać dopiero, gdy chrześcijaństwo stanie się nielegalne i ktoś zażąda ode mnie zaparcia się Jezusa – obym Pan dał mi siłę w tym momencie abym wybrał właściwie. Korzystam też z wolnościami które mi w społeczeństwie przysługują – chociażby pisząc ten tekst. A póki co, mimo popełnianych błędów, nie boję się aż tak bardzo władzy:

Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę; jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu. Ale jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi, wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co czyni źle. Przeto trzeba jej się poddawać, nie tylko z obawy przed gniewem, lecz także ze względu na sumienie.

List do Rzymian 13:3-5

No właściwie o to czyste sumienie tak w zasadzie chodzi. Nie zmienia to jednak faktu, że robiąc w sklepie zakupy nie lubię, gdy ochroniarz z uporem maniaka mnie śledzi, traktując jak potencjalnego złodzieja. Nie będzie też za dobrze, jeżeli ochroniarz ten jest w służbie u gangstera, który postanowi mnie okraść jego rękami. Ale to już sprawa małej i dużej polityki, a nie o tym do końca jest ten tekst – miał on być przede wszystkim o inwigilacji.

Bo okazuje się, że inwigilacja ta jest powszechna. A my, jako chrześcijanie, jesteśmy o tym poinformowani. I to poinformowani od ładnych kilku tysięcy lat !

Trzeba zacząć od tego, że wszystko co czynimy, podlega wpisowi do księgi i rejestracji. Zapisywane są na nasze konto. I na ich podstawie zostaniemy rozliczeni. Nie ma niemniej znaczenia, czy radar przyłapie nas na wykroczeniu drogowym czy nie. Rozliczenia bowiem nie unikniemy:

Albowiem my wszyscy musimy stanąć przed sądem Chrystusowym, aby każdy odebrał zapłatę za uczynki swoje, dokonane w ciele, dobre czy złe. Wiedząc tedy, co to jest bojaźń Pańska, staramy się przekonywać ludzi; a przed Bogiem wszystko w nas jest jawne, spodziewam się też, że i w sumieniach waszych jest to jawne.

2 list do Koryntian 5:10-11

Jak daleko jest posunięta ta inwigilacja ? Ano dość daleko. Dużo dalej niż rozmowy telefoniczne czy maile. Sięga aż do głębi naszego umysłu. Prześwietla nie tylko czyny czy myśli, ale nawet intencje. Tak głęboko, że nawet my sobie z tej strony naszego JA nie do końca zdajemy sprawę. A wszystko to zostanie użyte do sprawiedliwego sądu:

Przeto nie sądźcie przed czasem, dopóki nie przyjdzie Pan, który ujawni to, co ukryte w ciemności, i objawi zamysły serc; a wtedy każdy otrzyma pochwałę od Boga.

1 list do Koryntian 4:5

 

A Jezus, znając ich myśli, rzekł im: (…)

Ewangelia Mateusza 12:25

Buntujesz się przeciw zbieraniu przez ubezpieczalnię informacji o Twoim stanie zdrowia, bo może to być wykorzystane do zaostrzenia stawki ubezpieczeniowej ? Chcesz aby te dane pozostały Twoje i tylko Twoje. No cóż, gwarantuję Ci że to Ci się nie uda:

Nawet wszystkie włosy na głowie waszej są policzone.

Ewangelia Łukasza 12:7

Co nam więc pozostaje ? Cieszyć się i radować ! Z kilku powodów: po pierwsze z tego, że Bóg przechowuje te dane dla naszego dobra. A uświadamia nas o tym po to, abyśmy wiedzieli że nic nie ukryjemy. Jest to gra o jasnych zasadach. Ze wszystkich miar uczciwa i otwarta. Tylko dzięki takiej świadomości możemy już nie przyjmować przed Nim jakichkolwiek póz, bo oszukujemy wówczas tylko samych siebie. Tylko wówczas możemy zostać przemienieni:

My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem.

2 List do Koryntian 3:18

Druga sprawa to, że mimo ogromnej długości naszego rejestru, pozycje zapisane w nim na czerwono – czyli te za które winniśmy zapłacić – mogą być przez organ karny wymazane i nie policzone:

(…) wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża;

List do Kolosan 2:14

Trzecia sprawa, że ten rejestr, jak i cała inwigilacja, jest naprawdę i szczerze dla naszego dobra ! Dla wierzącego człowieka rzeczy często dzieją się, zanim o nie się pomodli. Ratunek przychodzi często, gdy nawet nie zdajemy sobie sprawy z zagrożenia.

DZIĘKI CI PANIE JEZU !!!

p.s.
Jeżeli nie wiesz za bardzo o czym jest mowa w tych fragmentach z Pisma Świętego i brzmi to dla Ciebie dziwnie i nie zrozumiale, przeczytaj je w kontekście. A zacząć możesz od tego:

http://rnz.org.pl/index/?id=fa7cdfad1a5aaf8370ebeda47a1ff1c3

Reklamy

czas….

Posted: 14 lutego 2012 in Około chrześcijaństwa

Oglądałem wczoraj podlinkowany na „fejsie” przez kogoś filmik. Pewien kaznodzieja, taki mocno nawiedzony, wyglądający jak człowiek z lasu (zarośnięty, w tle zresztą była jakaś zieleń) udowadniał, że jeżeli ktoś ogląda telewizję, to wspiera królestwo szatana. Można różnie spojrzeć na jego argumenty, ale jedno jest pewnie: robił nie zapomniane wrażenie i zmuszał do refleksji nad wieloma sprawami.

To co dało mi do myślenia, a jednocześnie jest zbieżne z moimi wcześniejszymi rozważeniami to fakt, że świat pędzi teraz na złamanie karku. Tempo jest przeogromne. Postęp cywilizacyjny a jednocześnie jakościowy powoduje, że zapominamy często o sprawach ważnych z bardzo prostej przyczyny: jesteśmy totalnie zmęczeni. Dlatego czasami tak ciężko znaleźć czas na modlitwę czy zająć się wychowaniem dzieci, nie mówiąc o głoszeniu ewangelii. Gdy staramy się do tego angażować w życie np. lokalnego kościoła, który wymaga bardzo dużego zaangażowania, to wówczas tak naprawdę całe życie staje się jedną wielką frustracją, bo po prostu nie wypełniamy tych podstawowych rzeczy które powinniśmy robić.

Narzekając mniej więcej tak jak powyżej zacząłem się zastanawiać nad tym, czy więc nie lepiej można by spożytkować swoje życie, będąc np. chrześcijaninem w średniowieczu, np. taki święty Wojciech, który głosił ewangelię poganom i zapłacił za to życiem (zresztą mniej więcej kilka kilometrów od miejsca w którym właśnie piszę ten tekst). Tylko że takich „świętych Wojciechów” było kilku, może kilkudziesięciu. A normalny, przeciętny człowiek, do jakich należę ? Jak się dożyło 30  lat, to było się już starcem. Większość ludzi nie umiała czytać ani pisać. Przeważnie nie podróżowali przez całe życie dalej niż kilka kilometrów od domu. Ilu znali ludzi osobiście z którymi mogli rozmawiać ? No może z 50-ciu. Ilu z nich mogło przyjąć dzięki ich zwiastowaniu (zakładając że zwiastowali) ewangelię ? Pewnie też nie za bardzo mieli czas o tym myśleć, bo całe życie starali się wyżywić siebie i bliskich. Zresztą, nie było w nocy światła, więc i doba była krótsza.

Więc patrząc na to z tej perspektywy muszę przyznać szczerze że: mam za sobą trochę lat (wchodzę w wiek średni). Jak Bóg da, drugie takie przede mną. Wystarczy że na facebooku napiszę „Kocham Jezusa” i paręset osób o tym przeczyta. Napisałem książkę, w której jest napisane że nie wstydzę się Jezusa, mam nawet świadectwa nawróceń dzięki niej. Kurcze, tyle możliwości NA WYCIĄGNIECIE RĘKI. Łatwo, przyjemnie, bez wysiłku, bez wielkiego wstydu. Nie muszę (i nie jestem) być jakimś wielkim ewangelistom. Nie potrzeba mi sponsorów do tego celu, jakiś wielkich rekomendacji. Pismo Święte nie jest zakazane, każdy może sprawdzić sobie sam co wygaduję. Do tego żyję w kraju, w którym mogę głosić te poglądy i nie pójdę za to do więzienia. Te czasy, mimo tego że zbliżamy się z każdym dniem do końca czasów, są WYJĄTKOWE i dają WYJĄTKOWE możliwości. Tylko brać ! I nie trzeba się tym frustrować 🙂

A więc tak: Kocham Jezusa. Jezus Kocha mnie. Jezus kocha każdego człowieka na ziemi. Chce dla niego ratunku – wystarczy do niego przyjść, wyznać swoje grzechy i z pokorą wyznać, że potrzebuje się Go. Grzechy zostaną wymazane, a życie zmieni się nie do poznania: staniesz się NOWYM CZŁOWIEKIEM z innymi pragnieniami, marzeniami, kochającym i będącym kochanym. Zostanie Ci wybaczone, bo Jezus zapłacił za to na krzyżu najwyższą cenę – wystarczy ten dar przyjąć. Nie zawsze będzie lekko, nie zawsze będzie się wygrywało z grzechem w pierwszym starciu, ale będzie cel i sens życia !!!

Wasz
Olek

Jeszcze z 200 lat temu większość ludzi na świecie nie miała wątpliwości: to Bóg (ew. w niektórych religiach bogowie) stworzył świat, życie i człowieka. Niemniej grzeszna natura ludzka, zgodnie z powiedzeniem „hulaj dusza, piekła nie ma” starała się „wyeliminować” Stwórcę. Oczywiście nie wynikało to tylko z samego pragnienia bezkarności, ale też np. z obserwacji zachowania ludzi, którzy za przedstawicieli Boga się uważali.

Oczywiście samo przeczucie to za mało. Dobrze by było posiadać na to jakieś dowody. Dlatego też naukowcy zaczęli, patrząc na znane fakty naukowe, zastanawiać się jak by tu je zinterpretować, aby udowodnić stawianą hipotezę o nie istnieniu Boga. Tak właśnie: najpierw światopoglądowa hipoteza a potem próba dopasowania dowodów.

Pierwszą, sensowną teorię stworzył znany wszystkim Karol Darwin. Co ciekawe większość jej elementów jest nadal akceptowana przez współczesnych naukowców. Nie przeszło to oczywiście bez oporu środowiska naukowego – niemniej propozycja ostatecznego wyeliminowania Boga z wizji świata była bardziej kusząca, niż rozliczne wątpliwości.

Dzisiaj większość ludzi, szczególnie w świecie zachodu, nie ma wątpliwości że teoria ewolucji jest prawdziwa. Wiara ta opiera się jednak przeważnie na tym, że tak naucza się w szkole. Widoczna jest też powszechność przyjmowania tej teorii przez ogół – a nikt nie chce być inny. Z zasady nie lubimy aby przypinano nam  łatkę „moherowego beretu”.

Dlatego współcześni kreacjoniści stoją obecnie w podobnym miejscu jak ewolucjoniści 150 lat temu. Wierzymy, że Bóg stworzył świat i staramy się interpretować współczesne dowody naukowe pod tym kątem. Tak, wychodzimy ze światopoglądowego założenia, to prawda. Ale przeciwna strona robi nadal dokładnie to samo !

Ciekawe, że wcale nie przegrywamy. Są dziedziny, w których jesteśmy w stanie co najwyżej przedstawić jakąś hipotezę. Są również takie, w których teoria ewolucji nie ma najmniejszych szans i przegrywa z kretesem – wystarczy chociażby spojrzeć na teorię informacji w biologii ( np. http://www.wydawnictwo-theologos.pl/?p=productsMore&iProduct=9).  A jest tego znaaacznie więcej.

Jeżeli interesuje Cię ta tematyka i chcesz zobaczyć co o stworzeniu mówi Biblia i jak to się ma do współczesnej nauki, polecam moją własną książkę (http://wydawnictwo.ramit.pl/publikacje.html). Napisana lekko, łatwo i przyjemnie. Bardzo dobrze przyjmowana przez czytelników. Wystarczy poświęcić 1-2 wieczory i dostajesz całą wiedzę w pigułce. Dowiesz się też jak rozmawiać o tym z innymi ludźmi, również z własnymi dziećmi.

Kim jesteśmy ? Co znaczymy w Panu ? Dlaczego jesteśmy różni ? Jakie znaczenie ma nasza indywidualność ? Co z tym wszystkim robić w kontekście wspólnoty ? Można by długo o tym pisać. Spróbowałem to ubrać w formę „Karty podstawowych praw i obowiązków chrześcijanina”. Oczywiście prawnikiem nie jestem. Zresztą, jest to tylko taka zajawka tego, co mi aktualnie leży na sercu:

Kapłaństwo:
Każdy chrześcijanin ma prawo i przywilej (rzekłbym nawet że obowiązek) utrzymania indywidualnej relacji z Jezusem. Każdy chrześcijanin winien rozpoznawać głos swojego Pana. Nie potrzeba do tego pośredników.

Wolność:
Jezus powołał nas do wolności a nie niewoli. Prawdziwa wolność jest możliwa jednak tylko w relacji z Jezusem a jej granicą jest grzech. Przekroczenie tej granicy jest zawsze formą niewoli.

Równość:
W oczach Jezusa wszyscy chrześcijanie są równi. Niezależnie od wyglądu, inteligencji, płci, wiedzy, majątku, zajmowanego stanowiska, stażu w życiu chrześcijańskim, wyznawanych poglądów, poziomu świętości czy uczynków: za każdego Bóg zapłacił tą samą, bardzo wysoką cenę. Już chociażby z tego względu nie wolno mam się wywyższać nad innych, a raczej winniśmy się uniżać. Dlatego winniśmy okazywać innym szacunek i mamy prawo do traktowania nas z szacunkiem.

Indywidualność:
Każdy człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga – jednocześnie w sposób indywidualny – każdy z nas jest trochę inny pod względem talentów, umiejętności czy obdarowań. W tej różnorodności winniśmy budować jedno – tak jak wzajemnie zasilające się części ciała. Dlatego każdy ma prawo do zachowanie indywidualności a jednocześnie obowiązek służenia tymi cechami innym.

Wszyscy członkowie kościoła Jezusa Chrystusa są odkupieni tą samą krwią. Nasz Pan w ten sam sposób zapłacił za grzechy moje jak i Twoje, bez względu na to czy mu zaufałeś i przyjąłeś Jego łaskę czy też nie. Jeżeli przyjąłeś tą łaskę, stałeś się chrześcijaninem, a więc ofiara Jezusa spowodowała przebaczenie Twoich grzechów. A to oznacza, że powinieneś znaleźć się w towarzystwie innych chrześcijan – w kościele.

Dla Jezusa jesteśmy równi. Ani stan posiadania, ani kolor skóry, ani wyksztalcenie, ani inteligencja, ani przynależność do danej denominacji nie powoduje, że Jezus kocha nas bardziej czy mniej. Patrząc na kościół, opisany w Nowym Testamencie, możemy jednak zauważyć pewną jego strukturę zarządzania. Wprowadzony jest pewnie porządek. Niektórzy chrześcijanie są „na urzędzie” – powierzono im do pełnienia jakąś konkretną funkcję. Z przyjęciem dowolnej funkcji wiążą się jednak pewne wymagania co do postawy: nie wywyższanie się ponad innych wierzących z powodu zajmowanego urzędu i przyjęcie postawy sługi – wszystkie funkcje są wyznaczone do służenia innym.

Oto mały przegląd tych funkcji. Na pewno nie wyczerpując i na pewno nie najlepszy, ale pokazujący moje rozumienie tych spraw na chwilę obecną:

Głowa Kościoła
Głową Kościoła jest Jezus Chrystus. Dlatego nikt nie ma prawa przyjmować atrybutów, przynależnych tylko jemu np. nieomylności, prawa do zbawiania innych czy ogólnie bycia głową kościoła. On też jest budowniczym kościoła: powiedział wprost, że to on zbuduje kościół swój. Dlatego budowanie kościoła przez człowieka, po ludzku, jest z zasady skazane na niepowodzenie – coś powstanie, ale nie będzie to Kościół Jezusa Chrystusa.

Apostoł
Ludzi będących apostołami można określić mianem ambasadorów Jezusa Chrystusa. Będą więc odpowiedzialni za utrzymanie kontaktów między różnymi wspólnotami, ale również za zakładanie innych wspólnot, czyli za wzrost Kościoła. Liczne listy, będące autorstwem pierwszych apostołów świadczą o tym, że potrafią spojrzeć na grupę wierzących jakby z zewnątrz, rzucając inne światło na to co się dzieje w środku.

Ewangelista
W szczególny sposób odpowiedzialny za głoszenie ewangelii. Ponieważ samo głoszenie ewangelii jest obowiązkiem każdego chrześcijanina można uznać, że jego rola obejmuje koordynację tych działań w ramach większej ilości osób

Pasterz
Niektórzy utożsamiają ten urząd z rolą pastora. Niemniej ten urząd obejmuje węższy zakres obowiązków: człowiek ten jest odpowiedzialny za indywidualne prowadzenie ludzi, pobudzanie w nich wizji, pomoc w budowaniu wzajemnych relacji miłości, bycie wsparciem w realizacji ich potrzeb, w tym duchowych.

Nauczyciel
Szeroko rozumiane nauczanie – rozumienie Pisma Świętego, umiejętność odniesienia jego treści do aktualnej sytuacji i przekazania tej wiedzy wspólnocie

 

Prorok
Każdy chrześcijanin winien umieć rozpoznać głos Boga w swoim życiu. Tym samym prorok w sensie urzędu to raczej ktoś, kto potrafi rozpoznać ten głos i wypowiedzieć go w kontekście wspólnoty.

Starsi (biskupi)
Osoby wybrane z grupy chrześcijan, odpowiedzialni za jej prowadzenie.

Diakoni
Odpowiedzialni za bezpośrednie służenie ludziom w różnych kontekstach np. usługiwanie przy stole, pomoc starszym, pomoc społeczna itd.

Wydaje się, że poszczególne funkcje czasami mogą być nie ostre, że w mniejszych grupach jedna osoba może spełniać więcej ról. Nie wszystkie urzędu muszą też występować od razu, mogą powstawać z czasem, w miarę potrzeb. Niemniej wyraźnie widać, że samo prowadzenie grupy chrześcijan nie może być skoncentrowane w jednej ręce. Pojedyncza osoba nie może być odpowiedzialna za wszystko – to po prostu przekracza możliwości indywidualnej jednostki. Zaprzecza też zasadzie w której kościół składa się z wierzących, uzupełniających się nawzajem – budujących jedno ciało którego głową jest sam Jezus.

Moje obserwacje wykazują, że praktyka bardzo często jest inna – wyznacza się „jedną głowę” odpowiedzialną za wszystko. Przypisuje się jej często atrybuty nie należne człowiekowi, typu monopol na prawdę czy nieomylność i wymaga się wypełnienia takiej misji. Oczekuje się, że taki człowiek będzie apostołem, prorokiem, nauczycielem, ewangelistą, starszym, pasterzem i najlepiej jeszcze diakonem, a współcześnie również ekonomistą czy specjalistą od technik informatycznych. Uzupełnia się ją innymi osobami, ale na jej barki schodzi większość odpowiedzialności, w tym dowodzenie całością i kontrolowanie wszystkiego. Problem w tym, że to zadanie wziął na siebie Jezus, a ciężar pozostałych funkcji przypisał grupie, a nie super jednostce. To odróżnia w szczególny sposób kościół od organizacji ludzkich np. małej firmy. Przyjęcie więc tego świeckiego modelu jednoosobowego zarządzania przez człowieka jest błędem systemowym, robiącym krzywdę zarówno tej osobie jak i wspólnocie.

Odejście od  tego modelu „guru” wymagało by zaufania do siebie nawzajem. Ufaniem że nad każdym człowiekiem, indywidualnie, stoi Bóg. Że każdy człowiek może wsłuchiwać się w głos Ducha Świętego i rozróżniać dzięki temu co jest dobre i złe. Wierzyć naprawdę, że Bóg dla każdego ma swój plan – jako Stwórca wie najlepiej czego nam trzeba. Wymaga to ogromnej wiary w Słowa Boga, jak również ogromnej miłości i idącej za nią kredytem zaufania, również do drugiego człowieka.

Świat wokół nas, jaki jest, każdy widzi. Możemy spierać się co do siły zła i jego wpływu na rzeczywistość. Możemy zastanawiać się dlaczego dobry Bóg dopuszcza do tego, aby zło się pleniło. Niemniej Biblia nazywa diabła księciem tego świata. Sam Jezus natomiast twierdzi, że jego królestwem nie jest ten świat. Apostoł Paweł wzywa nas natomiast, abyśmy się do tego świata nie upodobniali. Z drugiej strony miejscem naszej misji jest właśnie ten świat, a dzięki Jezusowi Królestwo Boże bardzo się do nas przybliżyło: mamy nakaz głoszenia tego wszem i wobec!

Czytając Objawienie Świętego Jana widzimy natomiast, że do ponownego przyjścia Jezusa nie mamy co specjalnie liczyć na to, że w skali globalnej będzie lepiej. Możemy liczyć na lokalne zwycięstwa, na to że gdzieś w naszej okolicy będzie poprawa, nawet znaczna. Dlatego np. słuszne są modlitwy o odrodzenie w Duchu Świętym naszego narodu, czy też po prostu naszych sąsiadów. Naszym obowiązkiem jest wyrywanie ludzi ze świata do Królestwa. Ale generalnie nie będzie lepiej.

W Polsce mamy komfort swobody religijnej. Możemy modlić się, zakładać wspólnoty, czy chociażby głosić ewangelię. Niewątpliwie jednak nie wykorzystujemy w wystarczającym stopniu danego nam potencjału – często woląc zamknąć się w czterech ścianach naszych domów czy budynków kościelnych. Nasze swobody są jednak systematycznie ograniczane. Niektóre, przenikające do nas pod szyldem nowoczesności regulacje prawne uniemożliwiają nam coraz częściej nazywać grzech grzechem czy zmuszają nas do milczenia. Prawdopodobnie zjawiska te będą się przed końcem świata coraz bardziej nasilać.

Wyobraźmy sobie więc sytuację gdy nie możemy się w zgodzie z prawem modlić, spotykać czy głosić ewangelii. Że grozi za to np. kara śmierci czy długoletnie więzienie. Że są ludzie w jakiś sposób wspierani przez prawo, którzy pragną nas zabić za samo bycie chrześcijanami. Nie są to wizje wyssane z palca, gdyż są kraje w których tak właśnie jest.

Pytanie, które sobie zadaję, to czy kościół w formie jaki znamy mógłby przetrwać i działać w takich czasach. Obawiam się że kształt katedralnego działania wspólnot nie ma w takiej sytuacji racji bytu. Wspólnota spotykająca się na nabożeństwie w niedzielę w tzw. budynku kościoła nie będzie mogła działać, bo poprostu będzie nielegalna. Znane nam formy przywództwa też nie będą w stanie funkcjonować. Utrudniona będzie nawet komunikacja, nie mówiąc o organizacji publicznych ewangelizacji.

Będzie potrzebny całkowicie nowy model działania. A może wcale nie taki nowy? Przecież na początku, po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa chrześcijaństwo było nielegalne! Chrześcijanie byli bardzo prześladowani. A jednak Królestwo Boże rozwijało się z ogromną siłą. Przyjęty był jednak zupełnie inny model działania. Dopiero po dziesiątkach lat, próbując łączyć tradycję z objawieniem o Jezusie, chrześcijanie zamknęli się ponownie w katedrach – było to zapewne bardzo wygodne. W czasach ostatecznych wygoda ta nie będzie jednak możliwa. I zapewne trzeba będzie w wielu elementach działania wrócić do korzeni. Jak? Spróbuję się tym zastanowić w kolejnych postach.

Za wikipediąStatus quo (czyt. status kwo) – w psychologii i innych naukach społecznych: stały stan rzeczy. Większość ludzi ma tendencję do zachowywania status quo. Lęk przed zmianą i nieznanym oraz przywiązanie do dotychczasowej sytuacji i trybu życia prowadzi czasem do zaskakujących decyzji życiowych, np. żona, która trwa przy mężu alkoholiku i tyranie, bezrobotny, który żyje na granicy wegetacji, ale nie chce podjąć żadnej pracy. Tendencja do zachowywania status quo może mieć też charakter odrzucania wszelkich nieznanych rozwiązań, pomysłów i innych innowacji.

Znam to zjawisko dobrze, szczególnie z czasów mojego ateizmu: przechodząc kiedyś koło stanowiska z kamieniami czytałem tabliczki opisujące ich „moc”. Wybrałem ten, który „gwarantował” nie stracenie tego, co się posiada. Doszedłem do wniosku że dorobię się sam, ale stracić tego bym nie chciał – więc mimo braku regularnej wiary w siły nadprzyrodzone w tym jednym chciałem wziąć od nich pomoc. Dziś, gdy oddałem życie Jezusowi, wiem że kupienie tego talizmanu było złe. Krótko po nawróceniu skutecznie się tego syfu pozbyłem. Ale pamięć o wyborze którego dokonałem wówczas pozostała: chciałem uczciwie przeżyć życie, nawet nie chciałem być specjalnie bogaty: bałem się natomiast straty tego co mam czy mieć będę. Chciałem zachowania Status quo – byłem gotowy zapłacić za to każdą cenę.

Dzisiaj, patrząc na świat z zupełnie innej perspektywy, wiem że podobnie myśli większość ludzi. Widać to chociażby po definicji, którą przytoczyłem na początku tego wpisu. Biblia zdaje się jednak stawiać przed chrześcijanami zupełnie inną perspektywę: Mamy polegać tylko na Jezusie. Okazywać bojaźń Bogu, ale nie kierować się strachem. Mieć świadomość, że Bóg troszczy się o nas. Nie oznacza to, że mamy przestać pracować, wręcz przeciwnie. Ale nasze zaufanie, nasza nadzieja, nasza wiara, nasza pewność ma być ZUPEŁNIE gdzieś indziej. To co jest tu na ziemi z zasady jest nie trwałe. Podlega wszechobecnemu prawu entropii. Nasz Pan, Jezus Chrystus jest natomiast ten sam dziś i na wieczność. To zaufanie Bogu z definicji pociąga za sobą ryzyko utraty Status quo na rzecz Jezusa.

Przykładów, gdy ludzie są gotowi za bezpieczeństwo zapłacić wysoką cenę jest wiele: wystarczy spojrzeć chociażby na 11 IX w USA i następujące po tej tragedii przyzwolenie na znacznie większą niż przedtem inwigilację. Niby człowiek uczciwy nie ma nic do ukrycia, ale co będzie jeżeli okaże się kiedyś, że głoszenie ewangelii czy modlitwa jest przestępstwem ? Mamy takie przykłady chociażby w Chinach.

Wydaje się to szczególnie istotne ze względu na czasy w których żyjemy. Nie ma wątpliwości że z każdym dniem zbliżamy się do końca tego świata. Zapowiedzi Biblijne wskazują jednoznacznie, że będzie dużo gorzej, niż jest w tej chwili. Że bezprawie będzie przybierało na sile (co nie oznacza że w danym miejscu czy czasie może dzięki, chociażby naszej modlitwie, słabnąć). Jest również obawa Jezusa o to, że powracając ponownie na ziemię może nie spotkać wiary.

Nadejdzie więc moment w którym każdy będzie musiał wybrać: idę za Jezusem za cenę utraty status quo, czy taż dla jego zachowania pójdę za złym. Objawienie Jana określa ten moment mianem przyjęcia znamienia bestii na czoło lub na ramię. Nie wiadomo czym będzie fizycznie te znamię (może słynny w środowiskach ewangelickich chip, może tatuaż elektroniczny, może coś czego jeszcze nie wymyślono). Wiadomo natomiast że bez tego znaku nie będzie można kupować ani sprzedawać – w praktyce będzie to oznaczało usunięcie poza margines społeczeństwa, zaparcia się dotychczasowego stylu życia. Być może będzie to też proponowana cena za odzyskanie tego, co się straciło, np. w wyniku kataklizmu naturalnego czy ekonomicznego.

Jeżeli będziesz musiał, jakiego wyboru TY dokonasz ?

Entropia: (Ks. Psalmów 68:27-28, Biblia Warszawska) Tyś z dawna założył ziemię, A niebiosa są dziełem rąk twoich. One zginą, Ty zaś zostaniesz, I wszystkie jak szata się zużyją; Jak szata, która się zmienia, one się zmienią.

Obiecanie Status quo: (1 List do Tesaloniczan 5:3, Biblia Warszawska) Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną.

Znamię bestii: (Apokalipsa (Objawienie) 13:16-17, Biblia Warszawska) On też sprawia, że wszyscy, mali i wielcy, bogaci i ubodzy, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na swojej prawej ręce albo na swoim czole, i że nikt nie może kupować ani sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia zwierzęcia lub liczby jego imienia.